Barcelońskie wakacje

Ostatnie filmy Woody’ego Allena nie dawały się oglądać. Wszystko gra czy Sen Kasandry były straszliwie przewidywalnymi wypracowaniami z tezą, a mnie zęby bolą od takich utworów. Vicky, Christina, Barcelona na szczęście daje się oglądać, w przeciwieństwie do poprzednich wypocin. I mimo tego, że próbuje być kolejnym wypracowaniem z tezą, pełnym rozważań na temat “co jest ważne w życiu ™”. Tyle że w tym filmie jakby dotało do Woody’ego, że stawianie tez i udowadnianie ich za pomoca konstrukcji dramatycznej jest nudne, sztywne i zabija przyjemność oglądania, a pewno i tworzenia.

Oto mamy dwie Amerykanki które przyjechały na całe lato do Barcelony. Jedna rozważna, druga – jakże by inaczej – romantyczna, impulsywna, niezdecydowana. Romans z ognistym Hiszpanem rozwala poukładany porządek świata pierwszej, a drugiej uświadamia, że porywy to nie wszystko… wróć. W ten sposób to byłby nudny i dość kiepski film. A nie jest, a przynajmniej nie do końca.  Bo mimo sztywnych ram i pozoru trzymania się pierwotnej tezy, konstrukcja się Allenowi rozpada, a bohaterki nie za bardzo chcą pasować do szufladek, w które je wtłoczył. Dzięki temu robi się ciekawiej. Zastanawiam się, czy reżyser zaplanował to tak od początku, czy też w którymś momencie dał się ponieść temperamentom swoich aktorek. Bo dziewczyny są świetne (zresztą pewno dla nich większość ludzi w ogóle na ten film pójdzie, ja zresztą miałam podobną motywację), a i towarzyszący im ognisty Hiszpan daje radę.

Zatem zamiast opowiastki z tezą dostaliśmy całkiem przekonującą historię wakacyjnych namiętności. Nie wynika z niej żadna głębsza mądrość (na szczęście!), ale za to przyjemnie się ją ogląda. Nie jest to stricte komedia, ale zdarzyło mi się parsknąć parę razy śmiechem, głównie w scenach flirtowania, gdzie sztampowe dialogi (która z lasek nie słyszała takich tekstów milion razy?) podparte niezłym aktorstem dają całkiem komiczny efekt. Fajne są chwile, w których Allen, przez większość filmu przyglądający się swoim bohaterom z dystansem i podśmiewający sie z nich złośliwie, o tym dystansie zapomina i daje się ponieść, kręcąc naprawdę smakowite sceny namiętności czy pokazując prawdziwe wzruszenie.

Polecam, jeśli ktoś lubi hiszpańską muzykę gitarową i śliczne, temperamentne dziewczyny (a są tacy, co nie lubią?).

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s