Borys Polityk

Nowa inscenizacja Mariusza Trelińskiego zmienia historię Godunowa we współczesne polityczne medialne show.
Spektakl ma tylko dwa akty: pierwszy z nich przedstawia zdobycie władzy przez Borysa i jego koronację (jako żywo przypominjącą uroczystości na cześć tyranów XX wieku: tańczące dzieci, wiwatujące tłumy, mowa intronizacyjna transmitowana na wielkie telebimy). Drugi akt niemal w całości rozgrywa się w studiu telewizyjnym i skupia się na pokazaniu upadku Cara – i manipulacji medialnej, jaka za ów upadek odpowiada.

Godunow jest w tej inscenizacji bezwzględnym politykiem, który władzę przejmuje nie tylko mordując dziecko – następcę tronu, ale także zastraszając społeczeństwo dobrze znanymi sposobami machiny terroru i propagandy (oddziały specjalne z pałkami zaganiające nieposłuszny tłum, medialne przeistoczenie mordercy w bolejącego nad stratą i ustanawiającego miejsce kultu na grobie swej ofiary nowego władcę).

Jest jednak Godunow postacią tragiczną – nawiedzany przez ducha zamordowanego carewicza (a u Trelińskiego duch mnoży się, Carowi zwiduje się kilku zakrwawionych chłopców jednocześnie, potęgując atmosferę paranoi i obłędu), zaszczuty przez bezwzględny świat polityki, gdzie każdy dowód słabości władcy jest pretekstem do obalenia go. I obalenie to następuje – w studiu telewizyjnym, wśród tandetnego blichtru Car ma udowodnić swoją siłę, lecz zręcznie manewrujący przeciwnicy (Szujski, Pimen) zadają celne medialne ciosy – Jurodiwy demaskujący Cara jako mordercę jest dzieckiem w fotelu na kółkach, natychmiast kojarzącym się z pierwszą ofiarą Godunowa, historia o uzdrowieniu niewidomego na grobie carewicza gra na nastrojach łatwowiernego tłumu żądnego opowieści o cudach. Car ginie w kałuży krwi, a umierając jest świadkiem śmierci swojego syna – niejako powtórzenia swej własnej zbrodni. Okrutna machina polityki przemieliła jego i jego rodzinę.

Uwspółcześnienie, tak chętnie stosowane od lat w przypadku wystawień klasyki, w tej operze zdaje się być jak najbardziej uzasadnione. Pokazanie historii Godunowa jako współczesnej politycznej farsy z tragicznym zakończeniem zdaje się być oczywistym interpretacyjnym wyborem. Może dlatego spektakl ten poruszył mnie mniej, niż poprzednie urzekająco proste i stylowe inscenizacje tego reżysera – wszystko, co działo się na scenie było aż nazbyt oczywiste.

Słowa uznania należą się świetnej scenografii: zimne, ruchome ściany z metalowych płyt, które zależnie od konfiguracji stają się gabinetem polityka, przestrzenią publiczną przypominającą stację metra, placem defilad, modernistyczną nadmorską willą władcy. Dominującym kolorem jest biel – na ktorej tym wyraźniej widać czerwone plamy krwi. A ta leje się w spektaklu obficie. Treliński nie stracił także nic ze swej reżyserskiej precyzji – przekaz jest spójny, piękny plastycznie, bardzo dobrze współgrający z muzyką. Zabrakło jednak subtelnej scenicznej magii, która urzekła mnie w jego poprzednich dziełach.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s