Kameralna zagłada

Klasyka grozy – “Zagłada domu Usherów” Poego, w operowej wersji Phillipa Glassa – nie mogłam tego przegapić. I mimo że dostałam coś zupełnie innego, niż się spodziewałam, jestem bardzo zadowolona z wieczoru.

Obsesyjność, narastający nastrój grozy, ponurość, nieuchronne dążenie do zagłady – wydawałoby się, że Glass swoją muzyką podkreśli i wydobędzie te najbardziej charakterystyczne cechy stylu Poego. I zrobił to – ale bardzo delikatnie. To nie jest muzyka która przenika do szpiku kości,  nie szarga też nerwów. Raczej subtelnie operuje nastrojem i jest to bardziej cicha melancholia niż skrajna rozpacz.

Do tego konsekwentnie pomyślana inscenizacja w pięknej przestrzeni (znakomita scenografia Magdaleny Musiał, z krzesłami na pękniętej ścianie, która jest zarazem podłogą, starymi, jakby kalekimi sprzętami i szpitalnymi akcesoriami w tle), z ciekawym i świetnie rozegranym pomysłem: Usherowie – brat i siostra – nie tyle są chorzy, co chowają się przed światem w krainę dzieciństwa. Zamknięci w czterech ścianach, w rozczłapanych piżamach uciekają przed dorosłym życiem i odpowiedzialnością, na starych fotelach snują dziecinne marzenia, oglądają filmy na których widać, jak bawili się mając 5 lat, przebierają się w “dorosłe” stroje, lecz tak naprawdę tęsknią tylko za ciszą i bezpiecznym światem dziecinnego pokoju, za zamknięciem się w ciemnej szafce, ktora może być bramą do innego, baśniowego świata.

W ten zagracony, lecz bezpieczny świat co i rusz wdzierają się pielęgniarze z zastrzykami i kroplówkami, trochę sadystyczni, antypatyczni, próbujący ustawić do pionu rozmemłanych Usherów, a potem i Williama.
Roderick bawi się kolejką elektryczną (która w pierwszej scenie jest pociągiem wiozącym Williama z wizytą), a sztuka, którą się zajmuje to fotografowanie siostry przebranej w wymyśle stroje. Tych ubrań jest wszędzie pełno, wśród nich błąkaja się zabawki – gumowy dinozaur, piłka, zdechła wrona (uroczy pomysł, żeby z Kruka Poego uczynić truchło szturchane patykiem).

O tym, że Madelaine nie żyje dowiadujemy się w ciemni fotograficznej, w której Roderick rozwiesza wielkoformatowe zdjęcia – portrety zmarłej. Nie jest jasna relacja między rodzeństwem, są chwile, w których wydaje się, że właśnie napięcie erotyczne między nimi wpędza Madelaine w chorobę. Ale i to napięcie – jak wszystko w tym domu – rozmywa się, rozłazi, nie znajduje spełnienia.

Wszystko to konsekwetnie prowadzi do finału, który w tym spektaklu szczególnie mnie ujął. Nie zdradzę jak reżyserka rozwiązała ostateczną zagładę domu Usherów, powiem tylko, że pomysł jest genialnie prosty, zaskakujący, a zarazem idealnie pasujący do klimatu całości.
Piękny, nostalgiczny spektakl. Bardzo polecam.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s