Miało być o Weillu, a będzie o tańcu

Krzysztof Pastor w 2001 roku zrealizował taneczny collage na podstawie muzyki Kurta Weilla w Amsterdamie. Teraz produkcję tę oglądać można w Warszawskim Teatrze Wielkim, powtórzoną z polskim zespołem. Nie jest to po prostu balet – songi Weilla śpiewane są na żywo przez znakomitych śpiewaków (m. in. Małgorzatę Walewską), do tego budujące klimat projekcje na wielkich ekranach, sporo partii chóru. Widowisko pełną gębą.
Weilla dotknęło przekleństwo “obyś żył w ciekawych czasach”, i o tych czasach przede wszystkim opowiada inscenizator. Mamy tu stylizację na nieme, czarno-białe kino, pełen kawiarni i kabaretów Berlin, potem fragmenty “Dyktatora” i filmów Leni Riefenstahl, tancerzy w brunatnych koszulach, widok Berlina zburzonego po wojnie, a potem klimaty Broadwayu, jazz, kolory, coca-colę, język songów z niemieckiego zmienia się w angielski. Formalnie jest to ciekawe, choreografia pięknie uzupełnia muzykę i projekcje, tworząc sugestywną wizję epoki, czy też epok, w których przyszło żyć kompozytorowi.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jeden mały problem, mój osobisty problem z baletem klasycznym. Owszem, balet Pastora to balet nowoczesny, lecz forma tańca nadal skostniała w klasycznej baletowej sztuczności. Jako miłośniczka tańca współczesnego, który z buntu przeciw tej sztuczności wyrósł, mam problem z docenianiem niewątpliwie ciężkiej pracy tancerzy i odbiorem ich tańca. Sztywny, mocno skodyfikowany balet, wymagający nienaturalnych wygięć stawów może i jest na swój sposób piękny, dla mnie jednak pozostaje pustą wydmuszką.
Znacznie bardziej wolę popatrzeć na taniec Piny Baush, pełen emocji, nieskodyfikowany żadnymi pozami, płynny, żywy.
Taniec współczesny potrafi mnie wzruszyć, porwać, wstrząsnąć mną i zachwycić. Balet – także balet nowoczesny – pozostawia mnie obojętną. Dla mnie taniec jest żywiołem. Ruch, zmaganie się z materią ciała, z jego ciężarem, walka ze sobą, szukanie ujścia dla emocji – to mnie ciekawi, to lubię oglądać. A balet cały jest o tym, że nie ma ciężaru, że ruch jest piękny, wymuskany, a pracy włożonej w osiągnięcie tego nie powinno być widać.
I dlatego nie kupuję widowiska Pastora, choć i za pomysł i za realizację należy mu się duży szacun.

2 thoughts on “Miało być o Weillu, a będzie o tańcu

  1. Pingback: Zwieracz Mentalny

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s