Jak spieprzyć musical – lekcja poglądowa

Wyszłam z kina z “Dziewięć” przepełniona potężnym niesmakiem. Jak można mieć taką obsadę, taki budżet i tak spieprzyć?

Od razu dodam, że nie zamierzam w ogóle porównywać z “Osiem i pół” i nie przez kontrast jestem zniesmaczona. “Dziewięć” to musical,  coś całkowicie ortogonalnego do kina Felliniego i sam pomysł porównywania tych dwóch rzeczy jest kompletnie od czapy. Aczkolwiek dodać muszę, że jeśli zamysłem twórców był hołd dla Felliniego, to na jego miejscu co noc nawiedzałabym odpowiedzilnych za nakręcenie “Dziewięć” w koszmarach sennych i prała po mordzie. Zrobili bowiem film, który po prostu nie daje się oglądać, jakiekolwiek kryteria do niego przyłożymy.

Po pierwsze: musical. Od razu mówię, że uwielbiam musicale i swoje ulubione tytuły potrafię oglądać nawet kilkadziesiąt razy. Do ponownego obejrzenia “Dziewięć” nie dam się zaciągnąć żadną ludzką siłą. Ok, są piosenki, są olśniewające kostiumy i zbiorowe choreografie. Tylko piosenki marne, a choreografie sfilmowane jakoś tak nieciekawie i niesmacznie (no może poza solowym numerem Penelope Cruz), że naprawdę nie ma jak się zachwycić ani dać porwać. A musical powinien czarować, zachwycać i porywać. Jedyny kawałek który w tym filmie dał mi tego namiastkę to wyśpiawane przez Judi Dench “Folies-Bergeres” z cudownym frrrancuskim “r”.

Po drugie: postaci, fabuła, dramatyczne napięcia między nimi. W tej sferze  jest chyba jeszcze gorzej. Day-Lewis przez cały film gra niezgrabnego menela, i w tej sytuacji tłumy szalejących z miłości do niego przepięknych kobiet są po prostu zupełnie niewiarygodne. Poszczególne  epizody nie kleją się ze sobą, są sceny tak banalne, żenujące i pozbawione napięcia dramatycznego, że czułam się jak na polskim filmie.  A potem jeszcze widz dostaje jak obuchem morałem na dalszą drogę życia, od którego naprawdę wszystko opada.  Ja rozumiem, że musical ma nie być mądry ani głęboki. Ale na litość, niech nie będzie nudny!

“Dziewięć” wygląda naprawdę jak film kogoś dotkniętego głęboką niemocą twórczą. Są w nim kolorowe fajerwerki,  ale zupełnie nie ma pomysłu na całość. Mam poczucie, że ktoś przyszedł i powiedział: wrzućmy do jednego worka kilka nazwisk światowej klasy, podlejmy strumieniem forsy i na pewno wyjdzie z tego coś, na czym zarobimy jeszcze więcej forsy. Problem w tym, że musical powinien być dobrze skrojony pod każdym względem: ma dawać rozrywkę, zachwycać bogactwem i oryginalnymi pomysłami, toczyć się wartko i trzymać dramatyczne napięcie.

Bogactwa ten film ma aż nadto. Zabrakło wszystkiego innego.  FAIL.

One thought on “Jak spieprzyć musical – lekcja poglądowa

  1. “Nikt nie będzie żył za Ciebie, Guido.To twoje zadanie. I tylko twoje.” Taką dawkę patosu otrzymujemy co prawda w finalnej części filmu, ale to była ta kropla, która przepełniła czarę. Bo w końcu, nie byle kto wypowiada te słowa – Sophia Loren(sic!). Po co ta scena?

    Niesmak, ogromny niesmak…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s