Smuteczek

Zawiodłam się na Robercie Wilsonie. Po artyście tej miary można spodziewać się przynajmniej konsekwencji, ja już nie proszę o olśnienia (aczkolwiek parę olśnień mi jego prace swego czasu dostarczyły), ale niech chociaż będzie spójnie. Niestety “Faust” w  Operze Narodowej sprawia wrażenie, jakby stary wyga wrzucił do jednego worka kilka sprawdzonych pomysłów i jeden pomysł od czapy, uznając że to wystarczy.

Wersja Alfa opisał już dość dokładnie co się dzieje na scenie, ja więc ograniczę się do krótkiego komentarza. Postaci poruszające się jak automaty to dość częsty motyw u Wilsona – fakt że w tym dramacie obsadzenie Mefista jako “nakręcacza” automatów aż sie prosiło, a i scenicznie nadal robi to ogromne wrażenie – wciąż jednak z tyłu głowy cichy głos powtarzał mi “byooo”.

Stylistyka niemieckiego ekspresjonizmu też świetnie do Fausta pasuje, ale i to powtórzona klisza z wcześniejszych inscenizacji. Ok, monumentalne a zarazem ascetyczne scenografie robią wrażenie, sceny zbiorowe pieczołowicie komponowane i prowadzone w rytmie też zasługują na szacun, ale jest w tym spektaklu też kilka scen gdzie scenografia jakoś kompletnie się nie udała (imo przede wszystkim ogród Małgorzaty i Kościół). No i jest jedna nieszczęsna noc Walpurgii, gdzie z ekspresjonistycznego filmu lat ’30 trafiamy nagle w kiczowate dziewiętnastowieczne variete (noc walpurgi jako naiwny i nieciekawy choreograficznie taniec przebranych za diabełki balerin – czerwone skrzydełka, różki, fuuuj). Spójna estetycznie całość rozpada się zupełnie, i nie potrafię znaleźć żadnej motywacji stojącej za taką decyzją o inscenizacji tej sceny. Poza przypuszczeniem, że Wilson nie miał na nią pomysłu i postanowił pojechać kiczem. I moim zdaniem zepsuł tym całkowicie odbiór spektaklu – nawet mimo znakomitej, ponownie prostej stylistycznie sceny finałowej.

Lubię styl Wilsona, gdyby trzymał się sprawdzonych klisz może miałabym mu za złe pewien autotematyzm – ale spektakl broniłby się jako przemyślany i spójny interpretacyjnie. I naprawdę piękny stylistycznie – obejrzyjcie sobie zdjęcia. Ten nieudany balecik z trzeciego aktu obudził we mnie jednak poważne podejrzenia, że tym razem mistrz  odwalił chałturę. I przykro mi, bo sądziłam, że stać go na więcej.

2 thoughts on “Smuteczek

  1. Wilson się nie popisał. Obsada się nie popisała. W Operze Narodowej akustyka jest do chrzanu, orkiestra zagłusza śpiewaków. A nade wszystko NIE MA w Polsce dobrych operatorów światła! Reflektory “gonią” aktorów, zapalają się 3 sekundy za późno (wybijając z rytmu), itd! Katastrofa! Kto spieprzył więc bardziej? Słabe przedstawienie z mocnym wykonaniem obroniłoby się. Tak, nie miało szans, bo SPIEPRZYLI wykonawcy.

  2. Pingback: Zwieracz Mentalny

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s