Trudno być boginią

Żeby dostać się na Lupę do Dramatycznego w Warszawie trzeba wykazać się wytrwałością i determinacją. Spektakl grany jest dwa razy w miesiącu, na niewielkiej widowni, a do tego nieliczne miejsca wejściówkowe zarezerwowane są dla studentów oraz znajomych reżysera i aktorów. Przed kasą zatem rozgrywają się sceny dantejskie, a żeby zdobyć bilet trzeba zakrzątnąć się jakieś dwa miesiące przed datą spektaklu. Nam udało się wyjść zwycięsko z bitwy o wejściówki. Piszę o tym, bo całkiem ładnie łączy się to z tematem spektaklu – jakim jest próba uporania się ze sławą. I z gigantycznymi oczekiwaniami świata wobec tych wyniesionych na piedestał. Nie ukrywam, po takiej walce o miejsce na widowni oczekiwania rosną. Lupa zaś funduje nam bardzo przekonujące studium frustracji jaka tworzy się w kimś, kto takim wygórowanym oczekiwaniom musi sprostać.

Podglądamy Marilyn w stadium najprywatniejszego rozmamłania. W depresji po rozstaniu z Arturem Millerem, w zmaganiach z nigdy nie zagraną rolą Gruszeńki z Braci Karamazow, ale tak naprawdę nie jest to praca nad rolą, lecz wychodzące poza granice jakiegokolwiek smaku wylewanie frustracji, bezradności i słabości. Już na samym początku Marilyn słyszy “Jesteś symbolem, jesteś nieprawdopodobnie ważna. Jesteś ważniejsza niż Chrystus!” Jak znerwicowana, opuszczona kobieta ma żyć z takim brzemieniem?

Patrzymy więc jak bardzo Marilyn sobie z nim nie radzi. Jak rzuca się w alkohol, kabotyństwo, kapryśność, jak wiesza się na odwiedzających ją bliskich osobach, jak wysysa z nich soki, jak wypytuje i domaga się potwierdzeń, zadając wciąż pytanie “Kochasz mnie?”  Nie jest to miłe widowisko, to ponury i męczący spektakl, nierówny, rozciągnięty w czasie, bolesny. Po wyjściu z teatru nie byłam zadowolona z wieczoru, czułam sie wymęczona i znużona. Tak jednak miało być, ta wiwisekcja na scenie nie mogła być zdyscyplinowana, spójna i dająca estetyczną satysfakcję. Na pewno jednak miała siłę, zwłaszcza w finale, gdy ta słaba, nie radząca sobie ze światem dziewczyna zostaje pożarta i ukrzyżowana przez przytłaczającą rzeczywistość planu filmowego. W prywatnej przestrzeni Marilyn, w ktorej toczyły się intymne dialogi nagle pojawia się mnóstwo ludzi, światła, kamery, statyści. Ktoś komenderuje, ktoś przestawia meble – w tym wszystkim odbywa się powolny rytuał męczeństwa Marilyn, w którym i my, widzowie mamy swój udział.

To trudny i wymagający teatr. Nie potrafię powiedzieć, czy spektakl był dobry.  Ciężko rozpatrywać go w standardowych kategoriach kompozycji i reżyserii. Nie odkrywa głębokich prawd, raczej obnaża teatralne i artystowskie bebechy poza granice, do których jesteśmy przyzwyczajeni.

One thought on “Trudno być boginią

  1. Pingback: Zwieracz Mentalny

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s