Hamlet under CCTV

Jako fanka Doktora i teatrolog zakręcony na punkcie Szekspira nie mogłam odpuścić Hamleta z Royal Shakespeare Company z Tennantem w roli tytułowej. Nie żałuję, to dobry spektakl. Jak to w produkcjach RSC – nie ma prawie żadnych ingerencji w tekst (poza dość zaskakującym skreśleniem finału i wkroczenia wojsk Fortynbrasa – którego imię przewija się przecież w sztuce cały czas), jest za to świetne aktorstwo i szlachetna prostota inscenizacji.

Dwór w Elsynorze jest tu współczesną monarchią, Klaudiusz chodzi w eleganckim garniturze, Gertruda w garsonce lub wieczorowych sukniach o współczesnym kroju, Ofelia w scenach domowych nosi spodnie i luźną kwiecistą bluzkę. Szaleństwo Hamleta objawia się między innymi tym, że zmienia oficjalny smoking na czerwony, porozciągany t-shirt i zaczyna po dworskich komnatach biegać boso. To dość oczywiste – aby rozwalić machinę tłamszących dworskich konwencji trzeba wyłamać się – a najprościej zrobić to rezygnując z reguł dotyczących stroju.

Ale nie tylko obyczajowo-konfekcyjne konwenanse tłamszą dwór duński – są tu wszechobecne kamery CCTV, to z nich podglądamy strażników na warcie, salę tronową, krużganek, gdzie Hamlet spotyka Ofelię. Co jakiś czas ujęcie z kamery przypomina nam – ściany mają oczy. I uszy. W scenie obmyślania pułapki teatralnej Hamlet wyrywa kamerę ze ściany i niszczy ją, żeby w spokoju zaplanować podstęp. Potem rozbitą kamerę znajduje Klaudiusz i przygląda się jej z dezaprobatą.

Wszechobecne kamery szpiegują przecież dla niego: króla-uzurpatora, mordercy brata, sprawnego polityka, który nie cofnie sie przed niczym. Klaudiusz Patricka Stewarta jest znakomitym dyplomatą, który doskonale wie, jakie guziki naciskać w otaczających go ludziach, by wypełniali jego wolę. Jest czarujący, uśmiechnięty, uprzejmy i szykowny, a zarazem potrafi trzymać wszystkich dokoła w żelaznym uścisku. Wydaje się być znakomitym władcą – tacy politycy przecież odnoszą sukces – a on jest człowiekiem sukcesu. Nawet w scenie modlitwy i okazywania skruchy za dokonany mord – zdaje się tylko powierzchownie i na pokaz kajać, wręcz z ulgą przyjmuje, że “My words fly up, my thoughts remain below: Words without thoughts never to heaven go”. On nie potrzebuje religii, jego przyziemne myśli są jasne i precyzyjne: Hamlet stanowi zagrożenie, trzeba się go dyskretnie i dyplomatycznie pozbyć. Klaudiusz zdaje się być na tronie Danii właściwym człowiekiem na właściwym miejscu, i w moich oczach znacznie przewyższa jako władca swego zamordowanego poprzednika i brata (też zresztą granego przez Patricka Stewarta). Duch starego Hamleta wydaje się staroświecki, skostniały w tradycjach, sentymentalny – podczas gdy Klaudiusz to nowoczesny władca. Cóż z tego, że tyran – ale jaki skuteczny!

Hamlet zaś w tym spektaklu jest przetrąconym idealistą, który nie bardzo potrafi znaleźć sposób na wyrażenie swego buntu. Bardziej przypomina ojca niż stryja i dopiero stopniowo dorasta do tego by być godnym przeciwnikiem wyrachowanego intryganta. Więcej w nim smutku niż szaleństwa, jego błazeństwa i żarty przytłumione są rezygnacją. A gdy sam wreszcie zaczyna być bezwzględnym graczem (wysyłając Rosenkrantza i Guildensterna na smierć), nie umie jak król otrząsnąć się z wyrzutów sumienia. Tennant buduje tę postać w wielkim skupieniu, nie pozwala sobie na łatwe “doktoropodobne” wyskoki. Jest przejmujący.

Cały ten spektakl to wielki pojedynek tych dwóch: bezwzględnego, skutecznego władcy dysponującego całą machiną terroru i zbuntowanego, zgorzkniałego młodzieńca, który próbuje ten terror obalić – sprytem i udawaniem mniej szkodliwego niż jest w istocie. To walka z góry skazana na przegraną – jak pokazuje scena, w której Hamlet schwytany po śmierci Poloniusza jest przesłuchiwany przez króla – złapany przez komadosów, wtłoczony w krzesło i przywiązany do niego czarną taśmą klejącą Hamlet ma tylko swoje kpiny przeciw karabinom i pięściom, a na koniec wstrzykują mu środek usypiający i odsyłają do Anglii – na pewną śmierć. Ale Hamlet ma odwagę wymknąć się z opresji, powraca, by skonfrontować tyrana z jego zbrodnią. Co, oczywiście jest równoznaczne z samobójstwem, i Hamlet Tennanta jest tego doskonale świadomy.

Zastanawia mnie skreślenie finału z Fortynbrasem przejmującym władzę w Danii – aż prosiłoby się przecież, aby w tej inscenizacji po śmierci głównych graczy: postępowego polityka Klaudiusza i szlachetnego, lecz słabego Hamleta władzę przejął następca (który, jak z wszelkich przesłanek możemy wnosić, jest zwolennikiem skutecznej i bewzględnej szkoły uprawiania polityki na wzór Klaudiusza). Gdyby przyszedł taki Fortynbras, mielibyśmy jasną puentę – cała walka Hamleta odbyła się nadaremnie. Twórcy spektaklu kończą go jednak w momencie śmierci obu: króla i księcia, pozostawiając tron nieobsadzony, a widza bez puenty. Hm, a może takie właśnie zakończenie jest ciekawsze?

Jestem pod wrażeniem. Dobrze zrobiony kawałek klasyki.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s