Słodziutki transwestyta z transseksualnej Transylwanii


Rocky Horror Show w Och-teatrze ma wszystko to, co fajny musical mieć powinien: pełne energii tańce, wpadające w ucho refreny piosenek (tak, polskie tłumaczenie daje radę, da się po polsku podśpiewywać), bajeczne stroje, fajne pomysły inscenizacyjne, dobrze śpiewających aktorów. A co najważniejsze – to jest prawdziwy Rocky – campowy, obciachowy, bezpruderyjny, unurzany w motywach z filmów klasy B, C, a nawet Z, Ż czy Ź. Jedyny zarzut jaki mam, to realizacja dźwięku – było trochę za głośno na piosenkach, a za cicho na dialogach.
Jest niestety problem z uczestnictwem publiczności, my – przebrani jak na załączonym obrazku – stanowiliśmy samotną barwną grupkę wśród szacownych konsumentów kultury przez duże K. Dawała się wyczuć konsternacja częsci widowni tym, co się dzieje na scenie – chociaż były też piski i oklaski w odpowiednich miejscach. Jeśli ktoś chciał, to dał radę nauczyć się przed spektaklem przynajmniej refrenów najważniejszych piosenek – na stronie fanowskiej na fejsie były podawane polskie teksty i opis choreografii do Time Warp – więc można było przyjść przygotowanym i śpiewać i machać rękami – co też czyniliśmy.
Dodatkowe smaczki to elementy scenografii: samochód Brada i Janet wyglądający jak kabriolet zrobiony ze starego żuka czy maszyna do ożywiania Rocky’ego zbudowana z roweru, korby, przewodów i staroświeckiej lodówki. Świetne są też fantomy – czyli tancerze drugiego planu, w tandetnych strojach jakby przeniesionych z polskiej estrady z lat 80 – i ich taneczno-ekspresyjne komentarze do przebiegu fabuły (np. Brad i Janet śpiewają miłosne wyznania, fantomy demonstrują, że zbiera im się na wymioty).
Rocky w Och-teatrze pokazuje, że da się prostymi środkami zrobić bardzo fajny musical. A najważniejsze, że twórcy nie przestraszyli się obyczajowych tabu, i nie zrobili spektaklu dla widzów oczekujących od teatru powagi i wysokiej sztuki. To spektakl dla fanów campu, obciachu, tandety – jedyne koturny, które się tam pojawiają, to te, które nosi na nogach Frank’N’Furter.
Mam przeczucie, że warszawski Rocky dorobi się grupy fanów, i że na kolejnych spektaklach będzie pojawiało się coraz więcej widzów wtajemniczonych i odpowiednio reagujących. Mam zamiar przekonać się o tym za jakiś czas, przy okazji sprawdzania, jak sobie radzi na scenie druga wersja obsady.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s